Pod szkołą
czekała na mnie tylko Olivia, co mnie nie zdziwiło.
-Gdzie Lea?-zapytałam ciekawa
-Lea się rozchorowała i nie może jechać. Ale myśl tak mamy 10 dni tylko dla siebie… -zaczęła swoją paplaninę Olivia.
W tym czasie myślałam tylko o tym, że na szczęście Dave nie jest z nami w klasie i nie jedzie. Martwiło mnie też czy Justin jedzie czy jednak zostaje zająć się gangiem. Nie ważne, co zrobi będzie źle. Nie chce spędzać nim czasu 24 godziny na dobę, na co będę zmuszona podczas wycieczki, ale nie chcę też by został, bo jego gang może się poczuć za bardzo swobodnie podczas mojej nieobecności. Zauważyłam Justina. Czyli jednak jedzie.
-Prawda Em?-zapytała Olivia. Przerywając moje rozmyślania.
-Tak, pewnie.-odpowiedziałam
-Wcale mnie nie słuchasz! Mówiłam, że podczas czasu wolnego musimy przejść się na zakupy oraz na plaże trochę poopalać.
Dobry pomysł-pomyślałam. Dzięki temu może trochę się odprężę… .
-Uuuu… dziewczyny w strojach kąpielowych. Podoba mi się to-nie musiałam się nawet domyślać, kto to mówi.
-Olivia zaraz wracam idę wyciągnąć bagaże.
Wcale mi się to nie uśmiecha, bo spakowałam 3 walizki + torbę podróżną. Weszłam do samochodu po torebkę wzięłam ponownie 2 tabletki i poszłam po bagaże. Załadowałam je do autobusu, którym mamy jechać do Kalifornii. Zaczęliśmy wchodzić do autobusu według nazwisk. Zawsze sierdziłam z Lea, ale że jej nie było następny w dzienniku, był Justin. I jeszcze tego było trzeba żebym siedziała obok niego 7 godzin. Już chyba gorzej być nie może, a teraz wycofać się nie mogę. Na pierwszym lepszym postoju muszę wziąć jakieś prochy nie mogę tak teraz przy wszystkich. Nie koniecznie chcę żeby każdy wiedział, że siedzę w tym gównie po uszy. Weszłam do autobusu i zajęłam miejsce przy oknie. Dobrze, że wzięłam ze sobą słuchawki. Szczerze mówiąc wątpię żebyśmy zaczęli niezobowiązującą pogawędkę… chyba, że może jednak mnie nie poznał. Wszyscy zajęli swoje miejsca i autobus ruszył.
-Nie powiedziałaś mi, że znasz Lady Death. Przecież masz z nią lepszy kontakt niż ktokolwiek inny.-zaczął. Skąd ja wiedziałam, że to powiesz?
-Mówiłam, że nie znam i nie kłamałam. Może jedynie zna jej prawdziwe nazwisko, ale nie mam pojęcia, jaka ona jest-powiedziałam smutno. Taka prawda nie znam siebie ani trochę. Zawsze przybieram inną maskę i nie wiem, która jest prawdziwa.
-Jej nazwisko brzmi Marina Everdeen. A to jesteś ty. Więc jak niby jej nie znasz?- Zapytał zdezorientowany.
-Normalnie…. Jak dobrze, że jedziemy do Kalifornii, a chłopak Olivi nie jest z nami w klasie-powiedziałam bardziej do siebie niż do niego, ale on chyba usłyszał.
-Dlaczego to cię tak bardzo cieszy?
-Ponieważ on też jest wpakowany w to całe gówno i wiele razy mu zaszkodziłam a on teraz się mści i boję się, że może zrobić krzywdę Olivi z mojej winy.
Nie powiedział nic więcej, a ja czułam, że za chwilę się rozpłacze. Nawet nie zauważyłam, kiedy spłynęła mi jedna łza. Justin natychmiastowo to zauważył i otarł ją. Bardzo zdziwił mnie ten gest myślałam, że mnie nienawidzi przecież uważa, że to właśnie ja zabiłam Jeremiego. Na całe szczęście stanęliśmy na postoju, więc od razu wyszłam poszłam do łazienki. Tam wzięłam od razu potrójną czy nawet poczwórną dawkę narkotyków. Mam dość. Jestem na wycieczce muszę się odprężyć i zabawić. Wyszłam z łazienki i poszłam w stronę kawiarenki, przy której czekała już Olivia. Ale z moim szczęściem wpadłam na Justina. Spojrzał na mnie podejrzliwie jakby wiedział, co stało się w łazience.
Trudno. Nie jego interes. Poprosił mnie żebym z nim chwilę pogadała i podeszła do jednego stolika. Poszłam grzeczniutka nie miałam ochoty kłócić się z nim przed wszystkimi.
-Dlaczego to robisz???Jak dużo wzięłaś?? Wiesz, że to cie zabija??? Jak możesz??? Chcesz zostawić wszystko, gang mnie…?-zasypał mnie pytaniami.
-Dlaczego? Bo lubię, bo na sekundę zapominam o wszystkim. Ile? Nie twój interes. Czy wiem??? Oczywiście, że tak. Czy chce wszystko zostawić? Nie zupełnie. Ale dlaczego miałabym zostawić ciebie??? Dlaczego tak się interesujesz??? Nie masz własnych problemów??-powiedziałam szybko.
-Dlaczego się tobą interesuję pytasz? Bo mi kurwa na tobie zależy!!!!-
Zanim zauważyłam co powiedział… .Pocałował mnie. Nie, nie ma tak łatwo. Odepchnęłam go i odeszłam od stolika. Podeszłam do Olivi która patrzała z szeroko otwartymi oczami na to, co się przed chwilą stało. Byłam zło…. Niee to mało powiedziane, myślałam, że uduszę go na miejscu. Jak on mógł? Przecież mnie nienawidzi, a ja go zresztą też. Teraz jest moim śmiertelnym wrogiem, a on mi mówi, że mu na mnie zależy? Nie wierze mu. To pewnie jakaś jego strategia. Chce mnie wykończyć, a będzie mu łatwiej, jeśli się w nim zakocham. Nie dam mu tej satysfakcji. Poprosiłam nauczycielkę abym mogła zmienić miejsce. Po wielu namowach zgodziła się. Zauważyłam zdziwioną minę Justina, gdy zobaczył, że moje miejsce się zmieniło. Całą drogę razem, z Olivią śmiałyśmy się i takie tam. Gdy byliśmy na miejscu pani przydzieliła nam pokoje, a my je zajęliśmy. O dziwo mieliśmy tyle miejsca w szafach, że zmieściłam wszystkie 3 walizki. Miałam pokój 3 osobowy. Byłam w nim ja i Olivia. 3 miejsce miała zająć Lea. A, że jej nie było..
-Co tam u Dave???-zapytałam
-W porządku, jutro też będzie w Kalifornii. Pójdziemy się z nim spotkać? Bardzo chce cię spotkać
-Okej. Chętnie go poznam.
Nie nie nie. Nie miało go tutaj być. Ale może jak się spotkamy to dowiem się, czego chce? Poszłam do łazienki, wzięłam dużo prochów, 3 tabletki nasenne i 2 na ból głowy i poszłam spać. Nie chciałam dzisiaj o tym myśleć. W tej chwili marzyłam o inny życiu dla mnie.
Taki tam sobie : D. Jak się podoba??? Piszcie w komentarzach. Jestem ciekawa.
xoxo Marti
-Gdzie Lea?-zapytałam ciekawa
-Lea się rozchorowała i nie może jechać. Ale myśl tak mamy 10 dni tylko dla siebie… -zaczęła swoją paplaninę Olivia.
W tym czasie myślałam tylko o tym, że na szczęście Dave nie jest z nami w klasie i nie jedzie. Martwiło mnie też czy Justin jedzie czy jednak zostaje zająć się gangiem. Nie ważne, co zrobi będzie źle. Nie chce spędzać nim czasu 24 godziny na dobę, na co będę zmuszona podczas wycieczki, ale nie chcę też by został, bo jego gang może się poczuć za bardzo swobodnie podczas mojej nieobecności. Zauważyłam Justina. Czyli jednak jedzie.
-Prawda Em?-zapytała Olivia. Przerywając moje rozmyślania.
-Tak, pewnie.-odpowiedziałam
-Wcale mnie nie słuchasz! Mówiłam, że podczas czasu wolnego musimy przejść się na zakupy oraz na plaże trochę poopalać.
Dobry pomysł-pomyślałam. Dzięki temu może trochę się odprężę… .
-Uuuu… dziewczyny w strojach kąpielowych. Podoba mi się to-nie musiałam się nawet domyślać, kto to mówi.
-Olivia zaraz wracam idę wyciągnąć bagaże.
Wcale mi się to nie uśmiecha, bo spakowałam 3 walizki + torbę podróżną. Weszłam do samochodu po torebkę wzięłam ponownie 2 tabletki i poszłam po bagaże. Załadowałam je do autobusu, którym mamy jechać do Kalifornii. Zaczęliśmy wchodzić do autobusu według nazwisk. Zawsze sierdziłam z Lea, ale że jej nie było następny w dzienniku, był Justin. I jeszcze tego było trzeba żebym siedziała obok niego 7 godzin. Już chyba gorzej być nie może, a teraz wycofać się nie mogę. Na pierwszym lepszym postoju muszę wziąć jakieś prochy nie mogę tak teraz przy wszystkich. Nie koniecznie chcę żeby każdy wiedział, że siedzę w tym gównie po uszy. Weszłam do autobusu i zajęłam miejsce przy oknie. Dobrze, że wzięłam ze sobą słuchawki. Szczerze mówiąc wątpię żebyśmy zaczęli niezobowiązującą pogawędkę… chyba, że może jednak mnie nie poznał. Wszyscy zajęli swoje miejsca i autobus ruszył.
-Nie powiedziałaś mi, że znasz Lady Death. Przecież masz z nią lepszy kontakt niż ktokolwiek inny.-zaczął. Skąd ja wiedziałam, że to powiesz?
-Mówiłam, że nie znam i nie kłamałam. Może jedynie zna jej prawdziwe nazwisko, ale nie mam pojęcia, jaka ona jest-powiedziałam smutno. Taka prawda nie znam siebie ani trochę. Zawsze przybieram inną maskę i nie wiem, która jest prawdziwa.
-Jej nazwisko brzmi Marina Everdeen. A to jesteś ty. Więc jak niby jej nie znasz?- Zapytał zdezorientowany.
-Normalnie…. Jak dobrze, że jedziemy do Kalifornii, a chłopak Olivi nie jest z nami w klasie-powiedziałam bardziej do siebie niż do niego, ale on chyba usłyszał.
-Dlaczego to cię tak bardzo cieszy?
-Ponieważ on też jest wpakowany w to całe gówno i wiele razy mu zaszkodziłam a on teraz się mści i boję się, że może zrobić krzywdę Olivi z mojej winy.
Nie powiedział nic więcej, a ja czułam, że za chwilę się rozpłacze. Nawet nie zauważyłam, kiedy spłynęła mi jedna łza. Justin natychmiastowo to zauważył i otarł ją. Bardzo zdziwił mnie ten gest myślałam, że mnie nienawidzi przecież uważa, że to właśnie ja zabiłam Jeremiego. Na całe szczęście stanęliśmy na postoju, więc od razu wyszłam poszłam do łazienki. Tam wzięłam od razu potrójną czy nawet poczwórną dawkę narkotyków. Mam dość. Jestem na wycieczce muszę się odprężyć i zabawić. Wyszłam z łazienki i poszłam w stronę kawiarenki, przy której czekała już Olivia. Ale z moim szczęściem wpadłam na Justina. Spojrzał na mnie podejrzliwie jakby wiedział, co stało się w łazience.
Trudno. Nie jego interes. Poprosił mnie żebym z nim chwilę pogadała i podeszła do jednego stolika. Poszłam grzeczniutka nie miałam ochoty kłócić się z nim przed wszystkimi.
-Dlaczego to robisz???Jak dużo wzięłaś?? Wiesz, że to cie zabija??? Jak możesz??? Chcesz zostawić wszystko, gang mnie…?-zasypał mnie pytaniami.
-Dlaczego? Bo lubię, bo na sekundę zapominam o wszystkim. Ile? Nie twój interes. Czy wiem??? Oczywiście, że tak. Czy chce wszystko zostawić? Nie zupełnie. Ale dlaczego miałabym zostawić ciebie??? Dlaczego tak się interesujesz??? Nie masz własnych problemów??-powiedziałam szybko.
-Dlaczego się tobą interesuję pytasz? Bo mi kurwa na tobie zależy!!!!-
Zanim zauważyłam co powiedział… .Pocałował mnie. Nie, nie ma tak łatwo. Odepchnęłam go i odeszłam od stolika. Podeszłam do Olivi która patrzała z szeroko otwartymi oczami na to, co się przed chwilą stało. Byłam zło…. Niee to mało powiedziane, myślałam, że uduszę go na miejscu. Jak on mógł? Przecież mnie nienawidzi, a ja go zresztą też. Teraz jest moim śmiertelnym wrogiem, a on mi mówi, że mu na mnie zależy? Nie wierze mu. To pewnie jakaś jego strategia. Chce mnie wykończyć, a będzie mu łatwiej, jeśli się w nim zakocham. Nie dam mu tej satysfakcji. Poprosiłam nauczycielkę abym mogła zmienić miejsce. Po wielu namowach zgodziła się. Zauważyłam zdziwioną minę Justina, gdy zobaczył, że moje miejsce się zmieniło. Całą drogę razem, z Olivią śmiałyśmy się i takie tam. Gdy byliśmy na miejscu pani przydzieliła nam pokoje, a my je zajęliśmy. O dziwo mieliśmy tyle miejsca w szafach, że zmieściłam wszystkie 3 walizki. Miałam pokój 3 osobowy. Byłam w nim ja i Olivia. 3 miejsce miała zająć Lea. A, że jej nie było..
-Co tam u Dave???-zapytałam
-W porządku, jutro też będzie w Kalifornii. Pójdziemy się z nim spotkać? Bardzo chce cię spotkać
-Okej. Chętnie go poznam.
Nie nie nie. Nie miało go tutaj być. Ale może jak się spotkamy to dowiem się, czego chce? Poszłam do łazienki, wzięłam dużo prochów, 3 tabletki nasenne i 2 na ból głowy i poszłam spać. Nie chciałam dzisiaj o tym myśleć. W tej chwili marzyłam o inny życiu dla mnie.
Taki tam sobie : D. Jak się podoba??? Piszcie w komentarzach. Jestem ciekawa.
xoxo Marti
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz